Zawsze jesteśmy razem – dosłownie.
Jedno ciało, dwie głowy, dwa serca – ale jeden los.
Świat widzi nas jako cud, ale wiem, że to tylko złudzenie.
Moja siostra Lilian jest zawsze jaśniejsza, bardziej kochana w oczach innych.
A ja – Elara – jestem tylko cieniem przy jej boku.
Ale gdy cień patrzy zbyt długo na światło, zaczyna palić się od środka.
Ten ogień, zrodzony z zazdrości, nieuchronnie pożera nas obie.
A kiedy nadejdzie noc, w której postanowię powiedzieć swoją prawdę – nikt już nie będzie w stanie odróżnić, kim jestem… a kim jest ona 🌑🕯️

Nie pamiętam chwili, w której się urodziłyśmy.
Ale mówią, że lekarze zamilkli – oszołomieni – dwie głowy, jedno ciało, jeden oddech.
Nasza matka płakała, nasz ojciec milczał.
A my – Lilian i ja – nauczyłyśmy się żyć razem.
Na początku to była zabawa. Później stało się wojną.
Lilian zawsze się uśmiechała, zawsze znajdowała właściwe słowa.
Jej spojrzenie było zimne, ale wszyscy myśleli, że to spokój.

A ja – mówiłam mało, myślałam dużo.
Kiedy się śmiała, czułam ciężar mojej ciszy w naszym sercu.
Kiedy ją chwalono, czułam, jak nasze serce bije nierówno.
Jedna część biła dla niej, druga cierpiała w milczeniu.
Byłyśmy razem nawet w snach.
Ona zawsze stała w świetle, ja – w cieniu.
Często pytałam ją: „Lilian, czy kiedykolwiek czułaś, że odbierasz mi życie?”
Zawsze się uśmiechała: „Elara, jesteśmy jedną duszą, nie zapomnij o tym.”
Ale to właśnie mnie dusiło.

Nie chciałam być jedną.
Chciałam być sama sobą.
Kiedy zakochała się – w Michaelu – pierwsza zrozumiałam, że to skończy się katastrofą.
Zabrała nas na ich spotkania.
Musiałam słyszeć ich szept, czuć jego dłoń w naszych dłoniach.
Kiedy Michael patrzył na nią, wydawało się, że nie istnieję.
Ale czasami widziałam w jego oczach cień wątpliwości – jakby wyczuwał, że coś w mnie oddycha osobno.
Pewnej nocy, gdy Lilian spała, spojrzałam w lustro.

Dwie głowy – jedno ciało.
Ale w lustrze zobaczyłam coś innego: jej zamknięte oczy i moje – otwarte, ostre, żywe.
Szeptałam do lustra: „Pewnego dnia będę sama.”
Tej nocy nie spałam.
Weszłam do jej snów – zobaczyłam, jak uśmiecha się do Michaela i mówi: „My – obie – cię kochamy.”
Ale kłamała.Nie mówiła za nas obie.
Mówiła tylko za siebie – za Lilian.
I nadszedł dzień. Mieli się pobrać.
Nasza suknia – biała. Nasz uśmiech – podzielony.
Ona była szczęśliwa, a ja – niewidoczna.

Gdy ksiądz zapytał: „Czy go przyjmujesz?”, Lilian odpowiedziała: „Tak.”
Milczałam.
Ale moje milczenie krzyczało głośniej niż wszystkie głosy.
Od tego dnia mnie nienawidziła.
„Zniszczyłaś moje szczęście” – mówiła.
A ja: „Ty ukradłaś mi życie.”
Walczyłyśmy w naszym własnym ciele, aż zrozumiałam – była tylko jedna droga.
Tej nocy, gdy spała, poruszyłam ręką po raz pierwszy bez jej zgody.
Wzięłam nóż.Nasze ręce drżały.
Obudziła się. Spojrzała na mnie.

To spojrzenie – strach i smutek jednocześnie.
„Elara, co robisz?”
Uśmiechnęłam się. „Rozdzielenie.”
Potem wszystko stało się czarne.
Kiedy się obudziłam, wciąż byłyśmy razem – ale już nie w ten sam sposób.
Jej głos zamilkł we mnie, a w lustrze zobaczyłam tylko jedną głowę.
Może to był sen. Może rzeczywistość.
Ale wiem, że czasami wciąż czuję jej oddech – pod moją szyją, gdy światło gaśnie 🌘
A jeśli uważnie posłuchasz w nocy,usłyszysz bicie naszego serca – podwójne, ale teraz tylko jednym głosem… 💀🕯️