Przyszłam do świata, który wydawał się dla mnie niegotowy, ale nigdy się go nie bałam.
Moje pierwsze wrażenia z życia zaczęły się w małej, różowej wannie, gdzie woda była ciepła, a przyszłość niepewna.
Wszyscy mówili, że moje życie będzie trudne, że mam ograniczenia, ale wkrótce zrozumiałam, że prawdziwe ograniczenia istnieją tylko w umyśle człowieka.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam lalkę ze sztucznymi kończynami, która wyglądała jak moje, nie spodziewałam się, że zmieni to mój sposób postrzegania własnego ciała.
Tego dnia postanowiłam, że moja historia nie zginie w ciszy.
Musiałam udowodnić, że piękno można stworzyć bez rąk i że można dotrzeć tam, gdzie inni boją się chodzić, nawet bez nóg.

Przypominam sobie moje najwcześniejsze wspomnienie – delikatny ruch ciepłej wody w małej wannie.
Siedziałam tam, otoczona różowymi ścianami, które przypominały mój pierwszy dom.
Byłam za mała, żeby zrozumieć, dlaczego moje ciało jest inne.
Ale nawet wtedy czułam, że moja siła tkwi we mnie, a nie w kształcie mojego ciała.
Moja mama zawsze powtarzała, że urodziłam się, by walczyć i wygrywać.
Dorastałam, siedząc na podłodze – na miękkich, kolorowych dywanach, gdzie moje zabawki wydawały się większe ode mnie.
Na początku próbowałam poruszać się ślizgając się, używając kikutów rąk, które miałam.
Każdy ruch był trudny, ale nigdy się nie poddałam.
Nauczyłam się obracać, wspinać, sięgać po rzeczy, które wydawały się odległe.
Czasami upadałam, ale zawsze się podnosiłam. Z każdym dniem stawałam się trochę silniejsza.
Pewnego dnia przynieśli do domu lalkę z czarnymi włosami i sztucznymi kończynami.

Długo się na nią patrzyłam i poczułam, jak coś we mnie się zmienia. Zdałam sobie sprawę, że nie jestem sama.
Zobaczyłam zabawkę, która rozumiała mnie lepiej niż ktokolwiek inny.
Tego dnia po raz pierwszy w pełni zaakceptowałam siebie.
Od tamtej chwili zaczęłam wierzyć, że mogę zdziałać więcej, niż ktokolwiek się spodziewał.
Lata mijały, a ja uczyłam się poruszać szybciej i pewniej.
Ślizgałam się po dywanie, wspinałam się po nogach stołu i żadna przeszkoda mnie nie przerażała.
Pewnego dnia lekarze dali mi pierwsze protezy kończyn.
Byłam strasznie podekscytowana i trochę przestraszona.
Ale gdy poczułam siłę i równowagę mojej nowej ręki, zrozumiałam, że nie staję się kimś innym – staję się coraz bardziej sobą.

Uniosłam fioletową rękę i poczułam przepływającą przeze mnie moc.
Tego dnia zrozumiałam, że mogę budować swoje życie na swój własny sposób.
Kiedy ludzie na mnie patrzyli, często widziałam w ich oczach mieszane uczucia.
Nie mogli pojąć, jak mogę być tak silna.
Nauczyłam się nie patrzeć w ich spojrzenia. Szłam naprzód – swoim tempem, swoją drogą.
Pewnego razu w szpitalu mały chłopiec zaczął płakać, gdy mnie zobaczył. Myślał, że cierpię.
Podeszłam do niego i położyłam kikut mojego maleńkiego ramienia na jego kolanie. „W porządku” – powiedziałam mu. „Naprawdę lubię siebie taką, jaka jestem”.
Uśmiechnął się, a ja uświadomiłam sobie, że moja historia może dodać siły innym.

Pewnego ranka, kiedy byłam trochę starsza, a moja lalka siedziała obok mnie, postanowiłam iść.
Nie ślizgać się, nie opierać – iść na moich nowych nogach.
Wstałam i poczułam, jak cały świat unosi się razem ze mną. Moje ciało zawahało się na sekundę, ale nie.
Zrobiłam pierwszy krok. Potem drugi. Moja babcia płakała z dumy.
Moja mama klasnęła w dłonie. A ja po prostu szłam – z największym uśmiechem w moim życiu.
Tego dnia zrozumiałam, że pokonałam nie swoje ograniczenia, ale własne lęki.
Teraz każdego dnia uczę się czegoś nowego. Zdaję sobie sprawę, że moja siła nie pochodzi z kończyn, ale z woli.
Nie boję się stawić czoła niepewności. Wchodzę w nią. Przechodzę przez nią.
Jestem jeszcze mała, ale życie we mnie jest ogromne. I wiem, że moja historia dopiero się zaczyna.
Stanę się kimś, kto inspiruje – nie ze względu na moje ciało, ale ze względu na moją determinację.
Zawsze pamiętam moją lalkę, która siedziała obok mnie tego pierwszego dnia.
Oboje zostaliśmy stworzeni, by zwyciężać. I oboje dotrzemy do miejsc, których inni nawet nie śmieją sobie wyobrazić.